Słońce wstawało powoli nad sawanną. Ptaki ćwierkały donośnie, a lwy budziły się do porannego polowania. Hawa pobiegł pędem na sawannę. Zira nie lubiła, kiedy jej matka tak robiła. Marzyła chociaż o całym poranku spędzonym z mamą. Podniosła się z trudem. W sumie, to dobrze by było śledzić mamę, ale to nic nie da....Lwiczka skuliła się i patrzyła na rówieśników, w tym ojca. Podbiegł do niego i przytuliła się. Jednak ojciec nie zwrócił na córkę uwagi. Praktycznie większość dnia spędzał na zabawie z kolegami. Rozczarowana poszła szukać wsparcia na zewnętrznym świecie. Nie spiesząc się, zeszła po skale na dół. No, tak, wszystkie lwiątka jeszcze spały oprócz niej. Usiadła na kamieniu. Słońce powoli wzeszło całkowicie na horyzont. Nadal nic się nie działo. Wtedy w groty wybiegli Azawu i Kori. Widać, nie zwracali na Zirę uwagi. Przechodząc obok niej, parsknęli. Nagle lwiczka zaczęła płakać. To był jej najgorszy dzień w życiu! Miała wrażenie, że nie jest potrzebna na świecie i dlaczego się w ogóle urodziła? Phi, na pewneo nie jest nigdzie potrzebna. Użalając się nad sobą ujrzała jakieś lwiątko.Było podobne do Azawu. Otarła łzy. Lewek uśmiechnął się dumnie. Taka : Chcesz się ze mną bawić? Zira też się uśmiechnęła. Może to początek nowej przyjaźni? Pewnie tak.Bez wątpienia wstała na równe nogi. Zira : Oczywiście! jestem Zira? A ty?
Taka : No, cóż....Taka. Miło mi. Cały dzień przeminął na długiej zabawie.Wkrótce Hawa znalazła córkę i poszły do groty.Hawa : Córeczko....masz braciszka. Zira : Hę? Spod łap lwicy wysunął się mały łebek.
Zira : Och, mamo...jak go nazwiemy? Hawa : Situru....Zira : Pasuje do niego. Kilka dni później, kiedy Hawa myła Situru, przyszła do niej Zira. Widać, było jej bardzo smutno, ponieważ miała skrzywioną twarz. Spojrzała na matkę i wykrztusiła. Zira : Mamusiu...na Lwią Ziemię wchodzą inne lwy! Takie nieznane, schowaj Situru! Lwica natychmiast pobiegła do groty i schowała synka do małej, wydrążonej niegdyś jamy. Zakryła ją kamieniami i ruszyła na pomoc córce. Ostrzegła całe stado przed niebezpieczeństwem. Para królewska : Ahadi i Uru ryknęli donośnie a potem kazai się ewakuować wszytkim matkom z dziećmi. Lwy nadchodziły. Wtedy jedna lwica skoczyła na Bolajego ( ojciec Ziry). Lew zawył z bulu, ponieważ zęby wbiły mu się do po za mięśnie. Hawa podbiegła do męża i lizała czule ranę. Potem skoczyła na lwicę i ją rozszarpała. Azawu, Kori i inne lwiątka w tym Zira tuliły się do sibie mocno. Nikt z dorosłych niezwracał na nich uwagi. Tylko Needa zerkała na nie co trochę. Walka już przekroczyła swoje granice. Wszystko się paliło i zwierzęta uciekły do zatrawionych miejsc. Stado nie mogło nic jeść. Z głodu, Bolaji zjadł lwa ze swojego stada. Już miał zaczynać ją jeść, gdy padło na niego coś mokrego. Leżał przygnieciony. Nagle zobaczył spływającą krew. Wstał powoli i ujrzał Hawę! Krzyczał do niej, trącał nią, ale nie dawała znaków życia. Była martwa. Lew przypomniał sobie o dzieciach. Musi znaleźć zastępczą matkę, przecież Situru pije jeszcze mleko! Starał się dopilnować, by żadna lwica nie zginęłą. Podparł się łapą o skałę. Wiedział, że to może być koniec. I był. Większość lwic zginęła. Pod koniec walki Ahadi przewrócił ostatnią lwicę z innego stada. Wtedy Bolaji podbiegł do królowej i poprosił o bycie zastępczą matką. Odziwo, zgodziła się i nakarmiła Situru. Ponoć, współczuła lwiątkom, bo jej matka w taki sam sposób zginęła. Zira zapytała się ojca, co z mamą. Lew przekręcił głowę i rozszlochał się. Córka też zaczęła płakać. Wiedziała, o co chodzi. Narazie niech nie mówi tego młodszemu bratu, bo może umrzeć ze smutku. Nazajutrz poszła do Uru i przytuliła się do niej. Traktowała ją teraz jak matkę, ale niezapomniała o Hawie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz